Rejsy

Młot na czarownice i czarodziejów?

15 grudzień 2006, godz. 23:37, ilkus, felietony
Marek Tomsia

A miało być tak fajnie, no i przede wszystkim bardziej uczciwie. W ramach jawności sejm uchwalił ustawę, na mocy której samorządowcy – radni, burmistrzowie i niektórzy ważni pracownicy urzędu - mieli obowiązek, na specjalnym formularzu dostępnym potem dla każdego mieszkańca, wpisywać swój majątek i dochody.

Teraz proste działania matematyczne, czyli odjęcie tego, co radny zadeklarował na początku kadencji od tego, co deklarował na końcu, z rzutem oka na to co w trakcie zarobił, mogło pokazać, kto na samorządzie nielegalnie się wzbogacił. I wszystko byłoby pięknie, gdy nie pewien drobiazg. Do ustawy najwyraźniej nie wpisano, kto ma w/w działania matematyczne przeprowadzać i informować odpowiednie instytucje, gdy coś jest nie tak.

Czy liczono że będą to robić mieszkańcy?

Im w większości to raczej zwisa i powiewa. Co najwyżej ponarzekają na klasę polityczną klasy politycznej, ale żeby ktoś robił jakieś obliczenia i biegał po prokuratorach z donosami na tego lub tamtego radnego? W życiu.

Szef radnych, czyli pan przewodniczący rady? Po co ma sobie robić wrogów. Przecież jest szefem dzięki radnym, oni go wybierali no i mogą odwołać.

A może burmistrz? Radni nie mogą go wprawdzie odwołać, ale uprzykrzyć życie owszem mogą, więc pewnie na niego też nie specjalnie można liczyć.

Na początku ten mankament ustawy nie był specjalnie widoczny, więc wielu samorządowców podeszło do nowego obowiązku solidnie. Jednak, gdy pewien wójt gdzieś w Polsce w rubryce wynagrodzenia zamiast liczb wpisał tekścik o tym, w co mogą go ewentualni czytelnicy tego dokumentu pocałować, gdy w Olkuszu ktoś wpadł na pomysł żeby zamiast kwot wpisać PIT -37 i nikomu nie spadł nawet włos z głowy, ci solidni powoli zaczęli uważać się za frajerów.

No i do dokumentu zaczęto podchodzić na luzie. Jednak do czasu.

Gdy kilka tygodni temu gruchnęła po Olkuszu plotka, że urzędujący i ponownie kandydujący na tą funkcję burmistrz Wolbromia został skreślony z listy kandydatów, bo był karany, wyobraźnia zaczęła mi podsuwać różne rodzaje przestępstw, jakich mógł się dopuścić. Jednak nie przyszło mi do głowy, że przestępstwo to dotyczyło właśnie nie wpisania dochodów do w/w formularza.

A jednak. Znalazł się ktoś, kto w miarę szczegółowo wiedział o dochodach pana burmistrza i zadał sobie trud odnalezienia dokumentu. Czy tym ktosiem była jakaś organizacja obywatelska, a może jakiś zaangażowany w sprawy publiczne bezstronny obywatel?

Nie sądzę. Najprawdopodobniej był nim ktoś, komu kandydatura tego pana uwierała. Dziś padło na tego, jutro padnie innego. Osoba nie jest ważna. Ważne jest to, że ustawa, która miała wyeliminować korupcję, stała się swoistym młotem na czarownice, narzędziem do eliminowania niektórych niewygodnych kandydatów na lukratywne samorządowe stanowiska, przy bezkarności innych, postępujących dokładnie tak samo. Ciekawe jak wyglądałaby dziś nasz samorząd, gdyby odpowiednie instytucje w Olkuszu pochyliły się nad tymi dokumentami?

Marek Tomsia